W księgarni ekonomicznej Onepress znajdziesz: Opowieści zmieniacza. Jak zmienić swoje życie na lepsze?, autor: Artur Król, wydawnictwo: Sensus. Produkt dostepny w formacie: Książka, ebook. Pobierz i przeczytaj darmowy fragment.
8 Pisałem już o tym jak analizować domowy budżet, wydatki, przychody, ale na stronie chcemy przede wszystkim pokazać jak być w życiu szczęśliwym, dlatego dziś napiszę nie o zmienianiu nawyków finansowych, ale o zmienianiu siebie samego. Na moim przykładzie pokażę Ci jak można zmienić coś w swoim życiu, nawet jeśli zmiana wydaje się trudna. Czasami potrzebna jest chwila zamyślenia Pewnego dnia jadąc w delegację z Łodzi do Warszawy po raz nie wiem już który naszła mnie ochota na chwilę refleksji nad własnym życiem. Był bardzo wczesny poranek ale czułem się wyspany, ponieważ przezornie dzień wcześniej położyłem się spać razem z Hanką (czyli jakoś po 22) i umysł miałem czysty jak tafla jeziora w bezwietrzny dzień. Tak więc siedzę sobie w swoim przedziale, przy oknie kima jakiś facet, który pewnie wsiadł na Kaliskiej, za oknem szarówka ale z biegiem czasu przejaśnia się i krajobraz powoli się zmienia i rozwesela… a ja się zastanawiam co mógłbym zmienić w swoim życiu na lepsze. Tego dnia czułem, że mam odwagę zmierzyć się ze wszystkim, więc po kolei zacząłem analizować elementy mojego życia, które wiem że są do poprawy. Szukałem czegoś, co dałoby mi ambitny cel na najbliższy czas, a jednocześnie miało jak największy efekt. Pomysły wpadały mi do głowy jeden po drugim. Zatrzymywałem w pamięci ten najlepszy. Stawiałem go wtedy na wymyślonej platformie, tak jak w skokach narciarskich stawia się na piedestale aktualnie najlepszego skoczka. Do czasu aż nie pojawi się lepszy, a potem jeszcze lepszy… aż w końcu najlepszy. Nie jestem ideałem – odłożyłem wtedy na „półkę” wiele pomysłów, ale jeden z nich chwyciłem z całą stanowczością i determinacją i postanowiłem się nim zająć. Tym pomysłem była rezygnacja z gier komputerowych. Historia „choroby” Część z Was pomyśli pewnie: „Też mi coś, ja wcale nie gram i nie widzę w tym żadnego problemu”. U mnie jednak gry stanowią sporą część mojego życia i zawsze miałem do nich słabość. Przygodę rozpocząłem bardzo wcześnie. Jako siedmiolatek pamiętam pobyt w szpitalu i przenośne urządzenie z grą „Wilk i Zając”. Cztery przyciski służące do łapania jajek spadających z czterech grzęd. Proste ale niezwykle wciągające. Później pamiętam Pegasusa, PCta u mojego brata ciotecznego (głównie Warcraft), aż w końcu konsolę (PSXa), która zapoczątkowała okres największej rozpusty. Graliśmy z bratem prawie we wszystko, choć głównie w PESa, platformówki i RPGi (furorę w naszym domu zrobiła seria Final Fantasy, którą do dziś darzę dużym sentymentem za rewelacyjne linie fabularne i muzykę). Po pierwszej konsoli przyszła kolej na PS2, a potem Xboxa 360. Zdarzało się też zagrać w coś na komputerze (CS, gry ekonomiczne typu Anno, turówki typu HOM&M). Miałem też epizod z MMO (Massively Multiplayer Online). Kolega z klubu pokazał mi O-game, a ja wciągnąłem się na nieco ponad rok. Byłem drugim najsilniejszym graczem na moim uniwersum kiedy kończyłem grać. A skończyłem, ponieważ wyraźnie widziałem, że coś złego zaczyna się dziać w moim życiu i po raz pierwszy uznałem, że gra ma na mnie negatywny wpływ. Wcześniej udawało mi się łączyć obowiązki i naukę z graniem, ale O-game to zmieniło. Przesunąłem termin obrony pracy magisterskiej, a każde wyjście z domu było uzależnione od tego o której godzinie wraca moja flota. Przynajmniej nie zarywałem nocy. Marysia, która zazwyczaj jest dość cierpliwa i tolerancyjna, także zaczęła mieć tego dosyć. Widząc co się dzieje w porę zareagowałem i oddałem konto. Nauczyłem się wtedy, że kiedy gram, to chcę być najlepszy. W grach MMO najlepszy jest ten kto gra najwięcej, dlatego też postanowiłem od tamtej pory unikać MMO. Wciąż jednak regularnie grałem w inne gry. Po rozpoczęciu pracy na cały etat, a później po urodzeniu się Hanki drastycznie zmniejszył się czas jaki na granie mogłem poświęcać, lecz mimo tego zawsze udawało mi się znaleźć trochę czasu by usiąść na kanapie z padem w ręku. Szczególnie gdy wpadł mi w ręce absorbujący tytuł. Jak więc widzisz moja historia z grami jest długa i intensywna. Bardzo lubię grać, sprawia mi to wiele frajdy, a w związku z tym potencjalna rezygnacja z grania wydawała mi się pomysłem karkołomnym i w momencie gdy zakiełkował w mojej głowie wcale nie byłem do niego przekonany. Po co rezygnować z czegoś, co się lubi? Kiedy opowiadam znajomym o tym, że zrezygnowałem na przykład ze słodyczy część z nich stawia pytania natury filozoficznej: „Po co odbierać sobie tę odrobinę przyjemności z życia?”. Pytanie jest jak najbardziej słuszne i zasługuje na dobrą odpowiedź. Ja staram się nie ograniczać moich chwil z których czerpię przyjemność, radość lub satysfakcję. Nie widzę za to powodu by nie móc ich zamieniać. Zamiast robić A mogę robić B, o ile B jest równe lub większe niż A pod względem dostarczanych pozytywnych emocji (przepraszam za to matematyczne sformułowanie –umysł ścisły ;)). W związku z tym w kolejnym kroku zacząłem się zastanawiać ile gram, co poświęcam grając oraz co mógłbym robić zamiast grania. Wyciągnąłem telefon i zacząłem spisywać pomysły, a przy każdym zatrzymywałem się na chwilę i robiłem wizualizację. Wyobrażałem sobie co się stanie, jeśli zrobię daną rzecz. Na przykład jedną z rzeczy, które mógłbym robić zamiast grania było nauczenie się gry na gitarze (takie typowe marzenie każdego faceta? ;)). Wyobraziłem sobie sam proces nauki, zdarte opuszki palców, fałszowanie. Później wyobraziłem sobie że już umiem grać, że w Murowańcu wieczorem możemy usiąść sobie we czwórkę z Marysią, Martą i Mariuszem i pośpiewać jakieś fajne piosenki. Przeszedłem w taki sposób przez wszystko co przyszło mi do głowy. Poprzez wizualizację poszukiwałem wartościowych zamienników, które sprawią że rezygnacja z grania będzie w ogólnym rozrachunku korzystna. Aby uniknąć słomianego zapału podpisz kontrakt W kolejnym etapie zastanowiłem się nad tym co tak naprawdę będę w stanie zrobić w czasie, jaki poświęcam na granie. Wymyśliłem tyle rzeczy, że musiałbym nie spać, żeby wszystkim się zająć ;). Podszedłem więc do zagadnienia realnie, uczciwie, bez ściemy. Wypisałem tylko te rzeczy, które uznałem że mogę zrobić i które miały największą wartość. Następnie najtrudniejsza rzecz – konfrontacja. Musiałem przekonać samego siebie, że to wszystko ma sens, że rezygnując z grania nadal będę szczęśliwy. To była najtrudniejsza rzecz w tym wszystkim ponieważ, jak już pisałem wcześniej, uwielbiam grać. Po długich rozmyślaniach stwierdziłem, że nie jestem przekonany. Raz wydawało mi się, że będzie lepiej, a po chwili uznawałem, że jednak będzie gorzej. Chciałem spróbować, ale z drugiej strony bałem się, że po kilku tygodniach się poddam i wrócę do starych nawyków. Aby temu zapobiec postanowiłem ustalić okres po którym będę w stanie stwierdzić, że abstynencja od gier ma pozytywny lub negatywny wpływ na moje życie. Uznałem, że takim okresem jest 12 miesięcy. Na sam koniec spisałem kontrakt. Sam ze sobą. Na piśmie. Wiem, pomyślisz że jestem dziwny, ale jeszcze raz przypominam ile granie dla mnie znaczy i jak głęboko jest we mnie zakorzenione. Tak bardzo bałem się efektu słomianego zapału, że pomimo głębokich przemyśleń, bardzo dokładnej analizy tematu i przekonania, że chcę to zrobić – wciąż gdzieś w głębi serca czułem, że właśnie to postanowienie muszę przypieczętować w specjalny sposób. W innych przypadkach po prostu mówię sobie: „OK, od dziś nie jem słodyczy”, ale tutaj podejrzewałem, że to nie wystarczy. Usiadłem więc i spisałem kilka punktów, które miały mi przypominać o tym dlaczego to robię oraz określać reguły gry i możliwość rozwiązania kontraktu. Treść kontraktu jest następująca: „Od 12 grudnia 2013 na rok czasu przestaję grać w gry komputerowe, ponieważ: Poświęcam na nie zbyt dużo czasu i nie jestem w stanie nad tym zapanować Poświęcony czas mógłbym i chciałbym spożytkować inaczej, na przykład na własny rozwój Chciałbym być lepszym mężem i tatą, poświęcać więcej czasu żonie i córce Co stracę gdy przestanę grać w gry? Radość z grania – mam nadzieję, że świadomość samorealizacji zastąpi to uczucie i będę szczęśliwszy niż jestem teraz Kontakty społeczne z innymi graczami – powinienem socjalizować się z ludźmi w realu, zamiast z wirtualnymi postaciami Uwaga, ważne. Granie nie może zostać zastąpione przez inne wirtualne rozrywki, takie jak filmy, seriale, anime, portale internetowe. Nakładam na siebie limity: Nie więcej niż 7 odcinków anime tygodniowo lub 4 anime i jeden film. Na portalach społecznościowych można spędzić 15 min dziennie, zalecane zero. Dopuszcza się czytanie blogów z czytnika, przy założeniu że każdy z nich zawiera poprawne treści (wiadomości, nowości, inspiracje, blogi znajomych) Max 1 film tygodniowo Można czytać książki. Na każdą książkę rozrywkową musi przypadać przynajmniej jedna rozwojowa. Rezygnacja z gier dotyczy konsoli i komputera (w tym gier przeglądarkowych). Rezygnacja z gier nie dotyczy grania podczas imprez towarzyskich (do tego zaliczają się gry planszowe) oraz grania razem z żoną i/lub córką Rezygnacja obejmuje okres minimalny 12 miesięcy. Po tym okresie można powrócić do grania jedynie po pozytywnym rozpatrzeniu przeze mnie pisemnego podania zawierającego dogłębną analizę minionych 12 miesięcy. Podczas trwania tych 12 miesięcy kontrakt może być rozwiązany tylko przez Marysię na podstawie takiego samego podania, minimum 1 strona dokumentu. Podanie musi zawierać analizę w następujących punktach: Jakie pozytywne rzeczy były wynikiem kontraktu? Co udało mi się osiągnąć? Jakie negatywne rzeczy były wynikiem kontraktu? Czy marnotrawię czas w inny sposób? Czy negatywnym skutkom można było/nadal można jakoś zaradzić? Czy chcę wracać do stanu poprzedniego? Czy teraz jestem mniej szczęśliwy? Czy jest to związane z graniem?” Jak wytrwać w postanowieniu? Kontrakt wydrukowałem i podpisałem, a następnie powiesiłem w sypialni. Od pomysłu do kontraktu wszystko zajęło mi kilka dni, co pokazuje jak trudny i pracochłonny był to proces. Od tamtego czasu minęły już prawie trzy miesiące. Tak jak się spodziewałem – nie jest lekko i zwyczajnie tęsknię za graniem. Pozwalam też sobie czasem na odrobinę więcej niż mówią limity z kontraktu, na przykład zdarza się, że oglądam więcej niż 1 film tygodniowo, ale generalnie staram się pilnować i przestrzegać założeń, które sam spisałem. Z rezultatów jestem zadowolony. Poświęcam więcej czasu rodzinie, bawię się więcej z Hanką, pomagam w domu. Po wielu latach zrobiłem w końcu certyfikat PMP (Project Management Professional), zacząłem regularnie ćwiczyć jogę, no i wspólnie z Marysią i Mariuszem otworzyłem tego bloga. W mojej opinii całkiem nieźle jak na niespełna trzy miesiące, szczególnie biorąc pod uwagę to ile czasu musiałem poświęcić na naukę do egzaminu. Aby podtrzymać moje postanowienia co jakiś czas siadam i robię rachunek sumienia. Tak samo jak w finansach, tak też tutaj potrzebny jest proces, który pokazuje postępy i uświadamia, że konsekwencją podjętych decyzji są pozytywne zmiany i widoczne rezultaty. Kiedy mam chwile słabości sięgam po mój kontrakt, który przypomina mi dlaczego to robię. Wszystkie wcześniejsze wizualizacje powracają natychmiast napełniając mnie nową determinacją i pozytywną energią do dalszego działania – to niezwykle pomaga. Napisałem wszystko powyższe by pokazać Ci, że warto pracować nad sobą i można się zmienić, jeśli tylko się bardzo tego chce. Warto stale poszukiwać obszarów własnej niedoskonałości i próbować je poprawić. Warto zrobić to dla innych, ale przede wszystkim dla siebie. Marysia i Hania z pewnością z tej zmiany korzystają, ale to ja jestem jej głównym beneficjentem, bo to ja czuję się potrzebny, pomocny i spełniony. Czuję się dobrym mężem i ojcem. Nie mam już tych momentów, w których zastanawiam się ile rzeczy mógłbym zrobić gdybym nie grał, bo właśnie robię jedną z nich i jestem z tym szczęśliwy. A kiedy jestem szczęśliwy to z jeszcze większym zapałem i entuzjazmem podchodzę do wszystkiego, co robię. To samonapędzające się koło Wciąż mam wiele innych słabości ale nie wszystko na raz. Małymi kroczkami do celu, na wszystko przyjdzie czas. Nikt nie jest doskonały, ale zrozumienie swojej niedoskonałości to już pierwszy krok w dobrą stronę. Życzę Tobie abyś znalazł(a) czas w pędzie dnia codziennego na pracę nad sobą. Dzięki temu nie tylko staniesz się lepszym człowiekiem, ale także szczęśliwszym, ponieważ satysfakcja z tego co robimy jest jednym z elementów szczęścia. Powodzenia!
Pensja taka sobie, często siedzę po godzinach, a w dodatku niespecjalnie już się w niej rozwijam - opowiada Aneta, od 5 lat na stanowisku specjalistycznym w agencji marketingowej - Ale jakoś trudno mi podjąć decyzję o zmianie. Z jednej strony trochę mi się nie chce, z drugiej boje się zaczynania wszystkiego od zera.
Jeśli cały czas zastanawiacie się nad tym, jak zmienić swoje życie na lepsze i dotyka Was problem niskiej samooceny lub nerwowości, znam coś, co jest w stanie Wam pomóc. Skąd to wiem? Bo zadziałało na mnie! 3 filmy, które wywołały pozytywne zmiany w moim życiu Już od jakiegoś czasu staram się kontrolować swoje myśli i ukierunkowywać je w tę pozytywną stronę. W końcu nie od dziś wiadomo, że to, czy będziemy szczęśliwi w dużej mierze zależy właśnie od nas samych. To my decydujemy o tym, czy i w jaki sposób świat zewnętrzny wpłynie na nasze samopoczucie. Głęboko wierzę w to, że optymizm i pozytywne nastawienie przyciągają jeszcze więcej dobra, dlatego warto walczyć ze swoimi słabościami i odpychać te negatywne poglądy. Muszę jednak przyznać, że z natury jestem osobą raczej nerwową, która lubi przejmować się na zapas i kreować najczarniejsze scenariusze. Wyzwaniem było więc okiełznanie tej niechcianej strony mojej osobowości na rzecz spokoju ducha. Skłamałabym mówiąc, że radzę sobie z tym sama, bo dużą rolę w uświadomieniu sobie tego, czego naprawdę chcę i jak zwalczyć stres, odegrały trzy książki z dzisiejszego wpisu. Jak zmienić swoje życie na lepsze? Te trzy książki pomogą Ci to osiągnąć! Każda z nich jest inna, ale wszystkie łączy jedna cecha – celem ich autorów jest niesienie pomocy w kwestii rozwoju czytelnika. Poniżej znajdziecie ich krótkie recenzje, jednak nie chcę zdradzać za wiele, gdyż na końcu wpisu czeka na Was konkurs, w którym do wygrania jest nic innego, jak te wspaniałe lektury. „Prawda jest w tobie” Gordana Biernat Jeśli czujecie się zagubieni, ale jednocześnie zdajecie sobie sprawę z tego, jak ogromny (i negatywny) wpływ ma na Was świat zewnętrzny, koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Dzięki niej uświadomiłam sobie, że przestałam zwracać uwagę na to, co dobre dla mnie, tylko po to, aby nie urazić kogoś innego. Jak większość z nas postawiłam dobro innych nad swoje, co na dłuższą metę jest wyniszczające dla naszej psychiki. Pozycja ta uczy czytelnika bycia asertywnym i bronienia własnych poglądów i wartości. Ponadto autorka przygotowała ponad 230 „myśli prawdy”, będących swego rodzaju wskazówkami w momentach zwątpienia w siebie. „Prawda jest w tobie” uświadamia odbiorcom, że to my mamy wpływ na to, jaki będzie nasz nastrój danego dnia, w jaki sposób wpłynie na nas konkretna sytuacja i czy rzeczywiście sytuacje z przeszłości będą miały swoje odzwierciedlenie w naszym życiu codziennym. Autorka książki podkreśla siłę bycia tu i teraz, a także przypomina o tym, że nie jesteśmy w stanie wpłynąć na to, co już się wydarzyło, ani w dużej mierze na to, co się stanie, możemy jedynie starać się kreować swoją teraźniejszość. „Reguła 5 sekund” Mel Robbins Jest to pozycja dla osób, którym nie jest obca prokrastynacja, a strach przed podejmowaniem decyzji (nie tylko ważnych) sprawia, że często rezygnują z ważnych ofert. Reguła pięciu sekund, której poświęcona jest książka jest na tyle prosta i łatwa w przyswojeniu, że na początku aż trudno uwierzyć, że faktycznie może działać, jednak… serio to robi! Znacie ten moment od razu po przebudzeniu, kiedy nie chce Wam się opuszczać ciepłego łóżka? Mi w takich momentach pomaga właśnie ta reguła. Zabawne, że tak proste działanie jest w stanie znacznie wpłynąć na to, jak podchodzimy do wielu spraw. Podejrzewam, że zastanawia Was, na czym polega wspomniany sposób na poradzenie sobie z własnymi słabościami i lękami – nie zdradzę go Wam, bo tym samym przyczynię się do Waszej rezygnacji z przeczytania książki, skoro sprzedam Wam jej główną myśl, a byłoby to wielkim błędem, gdyż poza głównym wątkiem, tekst zawiera świetne historie osób, które wprowadziły regułę w swoje życie, a także wiele innych psychologicznych aspektów człowieka. „13 rzeczy, których nie robią silni psychicznie ludzie” Amy Morin Opis tej książki jest dla mnie najtrudniejszy, gdyż nie chcę zdradzić Wam jej szczegółów, bo tak, jak jej dwie poprzedniczki i ta jest warta uwagi. Kto powinien ją przeczytać? Ci z Was, którzy lubią użalać się nad sobą, uważają, że to oni zawsze mają pod górkę i często rozpamiętują przeszłość. Autorka tej lektury naprawdę wiele w swoim życiu przeszła i jest idealnym przykładem na to, że nasza psychika jest na tyle silna, że jesteśmy w stanie podnieść się po największych dla nas tragediach i zależy to głównie od nas i naszego sposobu na życie. Jeśli i Was dotknęło przykre wydarzenie i nie widzicie światełka nadziei, uważam, że ta książka zawiera w sobie najwięcej odpowiedzi na to, jak zmienić swoje życie na lepsze. Amy była jedną z osób prowadzących wykład dla TEDx Talks, który znajdziecie tutaj: The Secret of Becoming Mentally Strong. Książka jest jego rozwinięciem, więc jeśli mowa, którą przedstawiła, przypadła Wam do gustu, to gwarantuję, że pozycja „13 rzeczy, których (…)” jeszcze bardziej Wam się spodoba. :) Konkurs! Wygraj zestaw trzech powyższych książek Wraz z Wydawnictwem Galaktyka przygotowaliśmy dla Was konkurs. W ramach akcji do trzech osób trafi zestaw książek, w skład którego wchodzą tytuły z dzisiejszego wpisu. Jeśli więc czujecie, że to Wasz słabszy czas i zastanawiacie się nad tym, jak zmienić swoje życie na lepsze, myślę, że pomoże Wam lektura wspomnianych pozycji. :) Aby wziąć udział w konkursie, należy: Polubić stronę na Facebooku Wydawnictwa Galaktyka i/lub jego profil na Instagramie; Publicznie udostępnić na swoim koncie na Facebooku link wpisu klikając tutaj; Tutaj w komentarzu w dwóch zdaniach odpowiedzieć na pytanie konkursowe „Która cecha Twojego charakteru jest Twoją ulubioną, a nad którą chciałabyś/chciałbyś popracować?”, a także podać swój adres e-mail, abym mogła opublikować listę zwycięzców (owy adres NIE będzie wykorzystywany w innym celu); Proszę także o umieszczenie informacji o tym, że wyrażacie zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych (imię, nazwisko, adres korespondencyjny) w celu przekazania ich obsłudze Wydawnictwa Galaktyka w celu wysłania nagrody. Konkurs trwać będzie od do r., każdy uczestnik może odpowiedzieć na pytanie konkursowe tylko raz. Wyniki konkursu Dziękuję ślicznie za udział wszystkim jego uczestnikom, cieszę się, że była to dla Was okazja do zwrócenia uwagi na poztywne cechy Waszego charakteru. :) Poniżej mejle osób, których odpowiedzi wygrały: @ kontakt@ makolpaula@ Zwyciężczyniom serdecznie gratuluję i proszę o wiadomość na adres: kontakt@ lub simplisticpl@ :) Ponurość jesieni sprawia, że niektórych z nas częściej dotyka zły humor i niespecjalnie dobry nastrój. Dlatego też pomyślałam, że tematyka dzisiejszego wpisu idealnie wkomponuje się w tę niesprzyjającą rozwojowi aurę i mimo niepogody za oknem pobudzi Was do pracy nad sobą – jak wspomniałam wcześniej, na mnie te książki wpłynęły bardzo pozytywnie. :) Dajcie znać, czy sami znacie sposób na to, jak zmienić swoje życie na lepsze – być może mieliście już okazję skorzystać z jakichś skutecznych metod?
Jeśli tak, ta książka pomoże ci uporać się z obezwładniającymi emocjami, pokaże ci skuteczne narzędzia służące budowaniu psychicznej odporności i nauczy cię dbać o swój dobrostan, abyś odnajdował w sobie siłę, mierząc się z życiowymi trudnościami. Dowiesz się z niej: • jak radzić sobie z krytyką i dezaprobatą
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2009-08-13 00:20:45 nieudacznik Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zawód: spekulant Zarejestrowany: 2009-08-11 Posty: 13 Wiek: 28 Temat: czy i jak można się zmienić na lepsze??? Jedni są zdania, że swojego charakteru nigdy się już nie zmieni - no bo z tym się już rodzimy i tak być musi... Inni zaś się zmieniają nie do poznania - np. poprzez silny wstrząs psychiczny (ludzie się załamują, onieśmielają, przestają załamywać, stają się pewni siebie...).Innymi słowy mówiąc: czy jestem w stanie się zmienić tak, abym ze zwykłego chłopaka stał się prawdziwym mężczyzną, KTÓREGO POKOCHA była narzeczona?Znam wiele przypadków jak osoby się zmieniły nie do poznania. A wy? 2 Odpowiedź przez blanche 2009-08-13 00:34:18 blanche Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-06-18 Posty: 401 Wiek: 24 Odp: czy i jak można się zmienić na lepsze??? Chwila, w poprzednim temacie, który założyłeś, pisałeś, że już się zmieniłeś. Teraz piszesz: czy mogę się zmienić... Wycofujesz swoje wcześniejsze zapewnienia?Człowiek ciągle się rozwija. Uczy na błędach. Dlatego uważam, że można się zmienić świadomie, np. przez wstrząs, o którym wspomniałeś lub nieświadomie, kiedy ludzie nami manipulują. Zwykle druga sytuacja nie prowadzi do wzrostu pozytywnych cech. 3 Odpowiedź przez PurBlanca <3 2009-08-13 00:36:09 PurBlanca <3 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-07-29 Posty: 679 Odp: czy i jak można się zmienić na lepsze??? Również znam przypadki zmian ludzi o 360 pozostał sam z małymi dziećmi po śmierci zony,choc wczesniej nie angazowal sie w rodzinne po wypadku syna przestal pic...Dziewczyna,po zerwaniu z chłopakiem,który znalazł sobie inną...Czasem duże rzeczy,a czasem zupełnie małe drobnostki mają ogromne znaczenie i wpływ na nasze szczególik nawet potrafi nas zakręcić i zmieniamy swiatopoglad,nastawienie do ludzi,a co najwazniejsze do samych siebie Penetruję swoj wewnętrzny kosmos i płaczę nad rozlanym mlekiem. 4 Odpowiedź przez nieudacznik 2009-08-13 00:46:06 nieudacznik Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zawód: spekulant Zarejestrowany: 2009-08-11 Posty: 13 Wiek: 28 Odp: czy i jak można się zmienić na lepsze??? blanche napisał/a:Chwila, w poprzednim temacie, który założyłeś, pisałeś, że już się zmieniłeś. Teraz piszesz: czy mogę się zmienić... Wycofujesz swoje wcześniejsze zapewnienia?Człowiek ciągle się rozwija. Uczy na błędach. Dlatego uważam, że można się zmienić świadomie, np. przez wstrząs, o którym wspomniałeś lub nieświadomie, kiedy ludzie nami manipulują. Zwykle druga sytuacja nie prowadzi do wzrostu pozytywnych tak myslalem! nie zmienie sie w jeden dzien o 180st, ale zaczynam widziec postepy. duzo, naprawde duzo nad tym pracuje bo zalezy mi bardzo na tej zmianie chyba niemusze dodawac dlaczego, prawda?zalozylem ten watek poniewaz chcialbym uniknac pulapki typu: zmienil sie na chwile, a pozniej znowu ten sam typ i dlatego tez, ze jej przyjaciolka (mojej bylej narzeczonej) powiedziala mi, ze charakteru sie juz nie zmieni. zdolowalo mnie to bardzo bo przeciez tylko poprzez zmiane swojego postepowania moge ja odzyskac. 5 Odpowiedź przez blanche 2009-08-13 00:53:59 blanche Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-06-18 Posty: 401 Wiek: 24 Odp: czy i jak można się zmienić na lepsze??? Mówi się, że charakter można utemperować. Myślę, że to chcesz się zmienić i widzisz postępy to znaczy, że Twój plan poprawienia siebie - że nie dokonasz diametralnych zmian w parę dni, ale skoro osiągnąłeś już część zamierzeń to nie poddawaj się. Praca żmudna, ale warto się pomęczyć i nie tylko dla narzeczonej, lepiej dla Twojej przyszłości. Wiesz w czym zawiniłeś i teraz nie popełnisz tych samych błędów. 6 Odpowiedź przez Szczurunia 2009-08-13 01:02:46 Szczurunia Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Studentka Zarejestrowany: 2009-04-13 Posty: 907 Wiek: 21 Odp: czy i jak można się zmienić na lepsze??? Wszystko zależy od tego CO chcesz zmienić. Czyż nie ma hipokryzji w tym, że upominamy dzieci gdy krzywdzą kotki czy pieski, podczas gdy sami zasiadamy do stołu, na który zabito dziesiątki stworzeń? 7 Odpowiedź przez Michał0 2009-08-15 22:22:24 Michał0 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-15 Posty: 4 Odp: czy i jak można się zmienić na lepsze??? nie ma prostej recepty na zmianę siebie, i ty pewnie o tym to zwykle ciężka i systematyczna praca nad sobą, praca której efekty czasem można zobaczyć po wielu miesiącach. 8 Odpowiedź przez agol 2009-08-20 12:47:00 agol Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-28 Posty: 185 Odp: czy i jak można się zmienić na lepsze???Moim zdaniem można dokonac takiej zmiany! Tyle,że zmiany trzeba dostosowac do własnych mozliwości i nie porywac się z motyką na słońce. Na początku należy wyznaczyc sobie małe zadanie - walkę z jedną wadą, wcale nie tą największą, ale jedną małą, czasami dokuczliwą, ale ogólnie dośc znośną. Gdy pozbędziemy się tej niewielkiej, nadejdzie kolej na nastepne zminy. Bardzo ważna jest wytrwałośc. Czasem nadejdzie słabośc, zniechęcenie, czasem trafi się porazka, ale jesli będziesz na nowo wciąż pracowac nad realizacją postawionego zadania, to Twoja wytrwałośc przyniesie Ci sukces! Dobry przykład stanowią sportowcy. U nich liczą się predyspozycje, talent, ale przede wszystkim bardzo ciężka, codziena praca. Gdy słucha się wywiadów z najlepszymi to widac, ze recepta na ich sukces to ciągła praca nad sobą i swoimi słabosciami. Podsumowując - Trzeba pomału, cierpliwie drążyc swój charakter, jak krople wody skałę, pomału ale ciagle! Powodzenia! 9 Odpowiedź przez Bliźniaczka22 2009-08-20 12:59:00 Bliźniaczka22 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-02-08 Posty: 918 Odp: czy i jak można się zmienić na lepsze??? jak się kocha i chce to się uda zmienić skoro widzisz juz tego efekty to super, czyli jestes juz na dobrej drodze i oby tak dalej. Ludzie...z każdą minutą zaskakują mnie coraz bardziej 10 Odpowiedź przez Aneczka 2009-08-20 20:34:21 Aneczka Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-12-23 Posty: 319 Odp: czy i jak można się zmienić na lepsze??? zawsze mozna sie zmienic, tym bardziej dla bliskiej osoby ` ~ ` Musisz uwierzyć w siebie , bo wiara czyni cuda ! ~ ` 11 Odpowiedź przez annika80 2009-08-22 17:30:17 annika80 Netbabeczka Nieaktywny Zawód: malarka; studentka pedagogiki Zarejestrowany: 2009-04-18 Posty: 400 Wiek: 31 lat Odp: czy i jak można się zmienić na lepsze??? Myśle że jest to mozliwe... ale na to potzba duzo czasu.. bardzo duzo... mając 29 lat mysle że przydałby się sie jakis terapeuta, który by pokierował tobą....ok. 12 lat temu tez miałam podobny problem,... byłam zwariowana dziewczyna...szalona... wszyscy mówili że taka wła,snie jestem... ale to tylko pozory były, choc ie powiem paliłam papieroski dla szpanu, piłam wódeczkę na imprezach... pewnego dnia się obudziłam i powiedziałam sobie ,,od dzisiaj sie zmieniam!!!!'' mówiłam o tym głośno , przy znajomych... nie szłam z nimi na wagary( a potrafiłam miesiąc do szkoły nie chodzic tylko wagarować)wszyscy sie ze mnie smiali- ty ona sie zmienia...ale ja juz miałam dosyc... może dlatego że wtedy zależało mi na penym chłopaku... chciałam mu odowodnic ,że potrafie byc inna... spotykałam sie z tymi osobami co zawse, ale rzadziej, nie wagarowałam, nie popijałam na imprezach... zaczęłam bawic sie inaczej... codziennie mówiłam sobie ,,zmieniam sie, zmieniam se na lepsze'' jak mówili ,,choc z nami na wagary, choć sie napijemy hjak kiedyś'' odpowiadałam ,,,nie ja sie zmieniam''-oni sie smiali...... troche było mi głupio..... ale udało mi się...trwało to ok 2 lat... ale warto było... chłopak , który mi sie podobał zaczął do mnie przyjeżdżać... w szkole zaczęłam mieć lepsze stopnie z zachowania (zaczynałam od nieodpowiedniego, potem było dobre, bdb, a w kl. maturalnej wzorowe) i z przedmiotów... ludzie zaczęli mnie lubić bardziejniz kiedy kolwiek... oczywiście miałam jakies wady, niedociągniecia, ale byłam innym człowiekiem...dzisiaj ma dwie córki, dbam o swoja rodzinę i o dom;nie pale , nie piję, ludzie mnie lubia i sznują... często moi znajomi wspominaja moje szaleństwa...i ja sie tego nie wstydzę ,jestem żywym dowodem na to, że człowiek może sie zmienić jeżeli tego chce....młodośc ma swoje prawa, ale mam nadzieje, że moje córki nie będa aż tak zwariowane i nie będą się buntować jak ja ...zycze powodzenia... najważniejsze że sam ju,z widzisz że cos z toba nie tak, że twoje zachowanie nie podoba sie wszystkim i chcesz nad nim popracować... może byc ciężko ale warto to zrobić!!trzymam kciuki~!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!---------------------annika W każdym początku tkwi czar, który nas chroni i pomaga nam żyć. Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz - one przyjdą się spełniają, a fantazje zostają w nas na naszym niepowtarzalnym życiu, każdy dzień jest historyczny. 12 Odpowiedź przez zakrecona 2009-08-23 11:21:59 zakrecona Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-15 Posty: 46 Wiek: 34 Odp: czy i jak można się zmienić na lepsze???postepuj tak jak chcesz aby postepowali inni a tak na marginesie polecam ksiazke ,,Sila pozytywnego myslenia´´-Petra Smidht. pozdr Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Ludzkiej natury nie da się zmienić z dnia na dzień. Konieczna jest wytrwałość w dążeniu do zmiany. Musimy stale odrzucać negatywne myśli. Musimy mieć stale na uwadze to, co chcemy zmienić. Gdy nasze myśli nie będą podążały za tym postanowieniem, musimy je natychmiast przywrócić na właściwe tory.
Chcę się zmienić, ale nie wiem jak. Nie wiem którędy. Już tak długo byłem taki, jaki jestem teraz, że czuję jakbym dotarł do jakiegoś końca, do tarasującej mi drogę ściany. I nie mam zupełnie weny jak ją minąć, jak być kimś nowym, jak się otrząsnąć z marazmu. Mogę jedynie pukać w tę ścianę i słuchać głuchego echa, wiedząc, że nie ma w okolicy żadnych drzwi prowadzących dalej. Już tak długo byłem w oczach znajomych taki, jaki jestem teraz, że czuję jakbym nie miał w sobie siły wystarczającej, by wreszcie przestać odgrywać tę samą rolę. By zrzucić z siebie za małą już skórę starych żartów i anegdot i dorosnąć, zasłużyć na nowe. Być może odejść. Być może pozwolić komuś odejść. Już tak długo byłem niezmienny, że zaczynam zapominać, jak to w ogóle jest: zmieniać się. Próbować czegoś. Ewoluować. Popełniać błędy. Zmieniać zdanie. Szukać zdania. Nie mieć opinii. Szlifować swoje przekonania i wartości. Mówić: nie wiem. Mówić: nie obchodzi mnie to. Jeszcze raz popełniać błędy. Przejmować się nie tym, co trzeba. Cieszyć się z rzeczy, z których nie powinienem. Poświęcać nieprzyzwoicie długie godziny na grzebanie przy jakiejś niepoważnej pasji. Trochę nierozsądnie podchodzić do prawdziwych obowiązków. A potem już wiedzieć, czym i czemu się przejmować, cieszyć, poświęcać i podchodzić. Iść do przodu. Mądrzeć. No i fajnie – to czemu się nie zmieniam? Życiowy marazm to taka wredna świnia, która przytula nas i koi fałszywym poczuciem bezpieczeństwa. Na powitanie mówi: słuchaj, a może chcesz poczuć się pewniej? Trochę bardziej wiedzieć, co robisz? Kim jesteś? Jaką masz rolę w swojej grupie znajomych? Mieć taką sobie pracę i mieć byle jakie hobby? Niestety, nasze serce nie słyszy, że praca będzie “taka sobie” a hobby “byle jakie”. Godzimy się na te półśrodki, zaczynamy odgrywać coraz bardziej stabilne role, i przez chwilę jest super. Zarabiamy mniej, niż byśmy mogli, ale zarabiamy. W gronie znajomych robimy nie do końca to, co byśmy chcieli, ale mamy znajomych. Po pracy robimy nie to, co byśmy chcieli, ale coś robimy. Czujemy się pewni siebie, bo pewność siebie często płynie ze świadomości własnego miejsca w świecie. Hmm… to może by tak to zostawić? Niestety ;) cytując jednego z czołowych badaczy ludzkich potrzeb, psychologa Abrahama Maslowa: “Muzyk musi tworzyć muzykę, malarz musi malować a poeta musi pisać, jeśli chcą żyć w spokoju sami ze sobą. Kim człowiek może być, tym musi być.” Takie godzenie się na półśrodki jest wygodne, ale tylko przez chwilę. Jeśli zostaniemy w nim za długo to sytuacja zacznie wyglądać wprost paskudnie – bo to nie będzie tak, że pewnego dnia przestaniemy cieszyć się z jednej złej decyzji. Nie. Będziemy coraz głębiej i mocniej zakopywać się we wszystkie naraz. Nie ma w kosmosie siły potężniejszej od determinacji człowieka by bronić własną tożsamość i ego. Czyli, mówiąc prosto, będziemy się coraz skuteczniej okłamywać i udawać, że wszystko gra. Będziemy podejmować małe, nieskuteczne kroki absolutnie nie poprawiające jakiejkolwiek sytuacji. I centymetr po centymetrze grzebać się głębiej. Aż zauważymy wszystkie problemy naraz. I zaczną się nieprzespane listopadowe noce z wtorku na środę, gdy deszcz huczy o okna, a z zimnego łóżka nie ma nawet do kogo napisać smsa, bo nic nie jest tak, jak powinno. (Przy okazji, gorąco polecam: “Jak jest? A jak powinno być?“) O takim maraźmie można dosyć celnie myśleć jak o dziadowym, zardzewiałym przystanku, pod którego daszkiem chronimy się przed burzą na drodze do domu. Jasne, przez chwilę jest sucho. Ale chyba jednak lepiej byłoby znaleźć się w domu, prawda? Każdy kto choć raz zbyt długo pozwolił sobie na trwanie w marazmie – w złym związku, w złej pracy, w złym stanie emocjonalnym – dobrze wie, że istnieją na świecie lepsze pomysły. Dążenie do realizowania swoich aspiracji to, bądź co bądź, jedna z podstaw człowieczeństwa. Kim człowiek może być, tym musi być. Proste i piękne. Dobrze, chcę się zmienić. Ale nie wiem jak. Mam dla Ciebie dwie wiadomości. Dobrą i złą. Zła jest taka, że ja Ci nie powiem Ale na szczęście z moją drobną pomocą Ty sobie powiesz samodzielnie – i to jest ta dobra wiadomość :) Przygotowany przeze mnie zestaw 21 narzędzi psychologicznych natychmiast wyrywających człowieka z życiowego marazmu znajdziesz tutaj, ale jeśli nie masz teraz kasy na płatny e-book, chętnie pomogę Ci w prostszy sposób – po prostu czytaj dalej! W życiu nie ma czegoś takiego jak sytuacje bez wyjścia i nawet z najbardziej pogmatwanego dramatu można się jako tako wydostać. Ta “ściana”, o której pozwoliłem sobie napisać we wstępie, to nic innego jak bezradność wywołana przyzwyczajeniem. Człowiek szybko przywyka nawet do złych warunków i, niestety, jeśli kilka pierwszych prób zmienienia sytuacji nie powiedzie się, to dalsza motywacja spada. Nie jest to jednak podejście optymalne, bo pierwsze parę prób mojego jeżdżenia samochodem po placu manewrowym też się nie powiodło – napisał Andrzej blisko dziesięć lat od uzyskania prawa jazdy, parę tygodni po powrocie z samochodowej wycieczki po Portugalii. Da się. I co ciekawe – dróg do celu brzmiącego “chcę czegoś nowego, chcę się zmienić” jest tyle, ilu ludzi na świecie. Bardzo skuteczne jest odcięcie się od wszystkich i od wszystkiego. Świeży start. Dzięki temu błyskawicznie uwalniamy się od złego wpływu otoczenia, ale w zamian możemy wpaść w inną ciekawą pułapkę – otóż nawet wyjeżdżając do innego kraju zabieramy ze sobą samych siebie. Tak więc, jeśli nie poukładamy sobie wcześniej spraw w głowie, na miejscu może się okazać, że jest w sumie bez zmian. Bardzo skuteczne jest też działanie spokojne i krok po kroku. Powolne wychodzenie na treningi. Malutkie zmiany w diecie. Poznanie jednej nowej osoby. Nieodbieranie telefonów od innej. Dzięki takiemu drobieniu bardzo delikatnie zaczniemy budować dookoła siebie nową rzeczywistość i są spore szanse, że nam to nawet może niegłupio wyjść. Niestety, w zamian godzimy się na to, że grawitacja otoczenia może nas bez pardonu sprowadzić na starą ścieżkę. Nie pomogłem, nie? :D To celowo. Wiesz, nie ma czegoś takiego w psychologii jak “uniwersalne rozwiązania, które zawsze działają i absolutnie bez wyjątku pomogą każdej osobie w kosmosie”. Po prostu nie ma. Choćby sama teoria różnic indywidualnych profesora Strelaua podpowiada, że nawet do najprostszego szukania rozwiązań będziemy potrzebowali z sześciu różnych metryk. Wykształcenie i doświadczenie podpowiada mi, że najlepiej jest zawsze poznać samego siebie. Tak zwyczajnie. Zobaczyć, co nam przeszkadza. Czemu. Pogadać sobie w ciszy serca z samym sobą, wypisać wnioski w notesie, potem je skreślić i spróbować jeszcze raz. Parę dobrych pytań do zadania samej sobie na początek to: – Kim chcę być? – Jaka chcę być? – Jak chcę, by wyglądało moje życie? – Jak chcę, by wyglądała moja codzienność? – Z kim chcę spędzać czas? – Co chcę mieć? Odpowiedz na te pytania. A potem rozplanuj kroki, które do każdej z tych odpowiedzi Cię doprowadzą. Tak, jak lubisz. W Twoim tempie. Na Twoich zasadach. No, może jedynie ze zdrową porcją uporu :) Pamiętaj, że nie musisz o tych procesach nikomu mówić. Kto wie, może Twoi znajomi będą ekstra i Cię wesprą we wszystkim? A może nie? Prywatnie jestem zwolennikiem rozpoczynania wszystkich zmian po cichu – daje to ogromną swobodę. A swoboda i poczucie wolności to czasem wystarczające środowisko, by poradzić sobie nawet z tymi mniej urokliwymi aspektami życia. A co zrobię, jeśli będzie bolało? Żadne “jeśli”. Będzie bolało. Na pewno. Wszystkie zmiany bolą. I nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale to właśnie jest najbardziej super :) Koniecznie muszę Ci na szybko przedstawić wielkiego psychologa Kazimierza Dąbrowskiego (wspominany wcześniej Abraham Maslow oferował mu honorową profesurę, do której niestety nie doszło z powodów prywatnych). A konkretniej chcę Ci przedstawić opracowywaną przez niego na wielu uniwersytetach teorię “dezintegracji pozytywnej”. Zgodnie z jej założeniami nasz emocjonalny dobrostan to nie jest, cóż, “stan”. To proces. Nieskończone pasmo zbierania bodźców, ścierania swoich poglądów z otoczeniem, budowania własnego “ja” i ciągłego wzrostu. Przerywanego – teraz będzie ciekawe – kryzysami dezintegracji pozytywnej. Które są burzliwe, charakteryzują się frustracją i zmianami nastrojów i setką innych nieciekawych objawów. Ale potem przechodzimy przez ten sztorm i znajdujemy zupełnie nową jakość. Mówić prosto: raz na jakiś czas człowiek musi się przebudować. Tak po prostu :) Zgodnie z założeniami teorii doktora Dąbrowskiego nowa “norma” osiągnięta po dezintegracji pozytywnej będzie na wyższym i lepszym poziomie niż stan poprzedni, ten wcześniej. Warto o tym czasem pomyśleć. Często strach przed tym, że zmiana będzie boleć myli się z samym strachem przed zmianą. Strach przed zmianą jest bardzo zdrowy – w końcu naruszamy coś, co znamy. Robimy krok w mgłę, w nieznane. Nie wiadomo co będzie dalej. Warto oczywiście i tak robić swoje, ale jeśli odczuwa się z tego powodu trochę strachu, to wszystko jest spoko :) Strach przed tym, że zmiana będzie boleć, nie bardzo ma sens. Lepiej pomyśleć o tym, że każda zmiana boli – i tyle. Jak już wiemy, że coś nas spotka (i obiektywnie nie ma zbyt wielkich szans, że zostaniemy przez to coś znokautowani lub zabici), to równie dobrze można przestać się tym aż tak przejmować. Po prostu będzie bolało. Każdy proces wymagający dyscypliny boli. Uczciwy trening też boli. I mam po nim zakwasy. A potem jestem silniejszy :) Dobra. To w takim razie gdzie zaczynam tą cała zmianę? Na początek odpowiedz sobie na te pytania, które napisałem wyżej. I nie martw się, jeśli czujesz się z tym głupio. Pierwsze próby świadomego projektowania swojego życia zawsze “czują dziwnie”, bo jesteśmy nieprzyzwyczajeni. Potem będziesz to robić automatycznie. (To tak samo jak z projektowaniem strachu.) Po drugie, pomyśl o tym, że strach przed zmianą i strach przed tym, że zmiana zaboli, to dwie różne rzeczy. A przypominam, że ból w zmianie to właśnie oznaka, że “rosną Ci mięśnie” – zgodnie z teorią doktora Dąbrowskiego w ten sposób budujesz swój przyszły, lepszy stan emocjonalny :) (Takie zmienianie własnego myślenia na jakiś temat to nic innego jak zaprzęganie psychologicznego efektu obramowania do osiągania własnej korzyści – gorąco polecam.) Po trzecie, doradzam poczytanie stoików. Seneki. Marka Aureliusza. Epikteta. Ze współczesnych – Ryana Holidaya. (Z tym ostatnim przeprowadziłem długi i MEGA wartościowy wywiad, gorąco polecam). Możesz naturalnie mieć własny światopogląd i filozofię, ale ze swojego doświadczenia zdradzę Ci, że mało który tok myślenia dodaje tyle otuchy, co właśnie stoicyzm. I po czwarte, a zarazem ostatnie, zmianę rozpocznij od założenia, że jak raz nie wyjdzie to nie szkodzi. Podejdź do tego łagodnie. Skup się na wyrabianiu tej cichej, doskonałej, codziennej siły walki z przeciwnościami losu, a nie na tym, by spektakularnie (ale tylko raz) wybiec w deszczu na bieganie dookoła miasta. Nie martw się, gdy akurat gdzieś Ci zniknie poczucie, czego tak naprawdę chcesz. Jak tak się stanie, to zatrzymaj się i rozejrzyj dookoła. To poczucie gdzieś tam jest. Być może zrozumiesz je w pełni dopiero za siódmym, ósmym razem. Nie martw się za długo, gdy z czymkolwiek dasz ciała. Powtarzając za Samuellem Beckttem: próbuj i upadaj. Próbuj znowu. I upadaj znowu. Ale upadaj lepiej. Chciej się zmienić, nawet jeśli nie wiesz jak. Bo na całe szczęście wiesz już najważniejsze: że w ogóle chcesz. A czy znajdę gdzieś to w jednym miejscu? Tak – o przerywaniu życiowego marazmu i ruszaniu do przodu napisałem całą książkę! Nazywa się “Pomysł na siebie w tydzień!” i jest zestawem 21 narzędzi psychologicznych razem z arkuszami i instrukcjami. Siadasz, wypełniasz i po paru dniach masz przed sobą samodzielnie napisany podręcznik… do samego siebie! Tylko Ty znasz rozwiązania na trapiące Cię problemy. Ja wyłącznie pomagam Ci je celnymi pytaniami wydobyć z Twojej “głowy” :) Więcej na ten temat O równowadze w podchodzeniu do zmian pisałem w tekście “Daj już sobie spokój“. Wierzę też, że dużo może Ci pomóc mój wywiad z Chasem Jarvisem, znanym fotografem i przedsiębiorcą. I trochę stoikiem :) Polecam także zapisanie się do mojego newslettera: Dowiedz się jak psychologia wpływa na Twoje codzienne życie: Aha, no i już w najbliższą sobotę gorąco zapraszam na darmowy wykład na żywo. 25 sierpnia o godzinie 11:00 będziecie mogli posłuchać właśnie o tym jak się zmienić – na co mamy w tym procesie wpływ? A na co nie? Planuję też w ramach tego webinaru odpowiedzieć na pytania od Was, więc możecie je powoli spisywać. Transmisja odbędzie się na poniższym linku. Wpisujcie więc 25 sierpnia o 11:00 w kalendarz i widzimy się :) Ciao , Zdjęcie: Riccardo Mion ze zbiorów Unsplash.
Model etapów zmiany. Przyjęcie spojrzenia na siebie i rzeczywistość, która Cię otacza wymaga otworzenia się na zupełnie nowe horyzonty. Aby to osiągnąć, powinniśmy starać się rozwinąć zdolność do bycia w pełni obecnym, kiedy w przypływie niechcianych zdarzeń pojawiają się nieprzyjemne myśli i emocje.
Zmienić coś w swoim życiu. Ulepszyć. Uspokoić. Zadbać o to, co wciąż leży w kącie i woła o pomoc. Poszukać w sobie odpowiedzi, rozwiać własne wątpliwości, znaleźć swoją drogę i pokochać swoje życie w takiej formie, w jakiej ono jest. Poczuć magię tu i magię teraz. Poczuć – właśnie. Poczuć, że ten dzień nie jest stracony, jest warty zapamiętania, wartościowy, mój własny. Zatopić się w rozkoszach życia – tych najprostszych. Znaleźć czas – na siebie, na książkę, na wypitą leniwie kawę, na nicnierobienie lub na robienie rzeczy, które niosą tylko przyjemność. A może i na takie, które zmieniają życie? Żyć – trochę bardziej i o wiele częściej. To chyba pragnienia, które łączą nas wszystkich. Podszepty serca i wątpliwości. Znaki zapytania i nieznośne wrażenie, że życie mija, przecieka przez palce. Dziś przygotowałam tekst o zmianie właśnie, a właściwie o tym, jak pozwolić tej zmianie na zadomowienie się w naszym życiu. Może oprócz wspólnych pragnień znajdziemy też wspólne rozwiązania?Zmiany życiowe mogą wyglądać bardzo różnie. Określony wzór dążenia do takich zmian pokazałam Wam w mojej książce (tam można było podzielić swoją pracę nad zmianami na 4 etapy). Życiowa metamorfoza może wiązać się z czymś wielkim – zmianą pracy, zerwaniem relacji, zajściem w ciążę, przeprowadzką. Ktoś chce zmienić swój wizerunek, wygląd, ktoś inny sposób działania. Ktoś jest leniem, a chce być pracusiem. Ktoś jest sową, a chce być rannym ptaszkiem (to o mnie!). Bez względu na to, o którą część życia nam chodzi, warto zwrócić uwagę na kilka zasad, które wymienili między słowami lub wprost, uczestnicy konkursu Uświadom sobie czego chcesz i czego nie chcesz poprawić swoją codzienność, zastanów się nad tym, o co tak naprawdę Ci chodzi. Na jakiej odmianie Ci zależy? Po czym stwierdzisz, że dokonało się – Twoja wymarzona zmiana zagościła w Twoim życiu?Jeśli uznasz, że chcesz coś zmienić, ale nie pozwolisz sobie na określenie konkretnych rzeczy, pozostaniesz na etapie początkowym na wieki. Znasz choć jedną osobę, która marudzi, bo nie ma dobrej pracy, nie zna angielskiego lub wciąż ma w domu bałagan? To właśnie etap początkowy, który z czasem może przekształcić się w zgorzknienie. Zgorzknienie wygląda różnie – łączy się z zazdrością, odbiera radość życia i nadzieję na lepszy los. Tego nie chcesz mieć lepszą codzienność pomyśl o swoich pragnieniach (marzenia, wizje idealne) i potrzebach (co ułatwiłoby Ci funkcjonowanie). Zastanów się nad tym, jak wygląda doskonały dzień – co robisz, jak robisz? Jak wygląda Twoje otoczenie? Jak Ty wyglądasz? Może chodzić Ci o duże zmiany (np. to, gdzie pracujesz, jak organizujesz dzień), jak i małe rzeczy (np. wstawanie 15 minut przed wszystkimi). Sprecyzuj to możliwie Zastanów się co tracisz dzisiaj, a co możesz zyskać jedno z moich ulubionych ćwiczeń uświadamiających. Zwróć uwage na to, że bardzo często patrzymy na zmianę tyko z jednej strony – jak wspaniale będzie, gdy schudnę, spędzę więcej czasu z dziećmi czy zmienię pracę. Ok, to może motywować, lecz nie na długo. Wiele osób może czerpać z takiej wizji energię przez chwilę, aby za parę minut wrócić do czasu przed. Chcę zaproponować Ci coś, co odrobinę zmienia perspektywę i pokazuje cały rachunek zysków i kartkę i długopis. Podziel kartkę na dwie części – jedną z nich zatytułuj Co dzisiaj tracę?, a drugą Co zyskam jutro?. Zastanów się teraz nad tym, co dzisiaj tracisz nie decydując się na zmianę. Spójrzmy razem na przykład: jeśli dzisiaj jem kolację przed telewizorem zamiast przy stole, tracę dużo:nie jestem skupiona na sobie tylko na telewizyjnych bzdurachnie korzystam z okazji do porozmawiania z bliskimi o tym, jak minął dzieńnie stwarzam okazji do zwierzeń, opowiedzenia o problemachjem na kolanach czyli krzywię kręgosłup i traktuję ciało jak śmietnik, do którego byle jak wrzucam, co popadnienie cieszę się jedzeniem, bo nawet nie uświadamiam sobie, co jak smakujeżycie przecieka mi przez palceTrochę strat jest – o wiele lepiej byłoby uniknąć tego. Teraz czas na drugą część ćwiczenia. Co zyskam jutro, jeśli wprowadzę zmiany? Nie chodzi mi tutaj tylko o wizję idealną, ale raczej o myślenie znów w kontekście zysków i strat. Nie chodzi o myślenie o tym, jak będzie cudownie, idealnie i ślicznie, ale o konkrety. Jeśli zacznę jeść przy stole zyskam:będę regularnie rozmawiać o bieżących sprawachnauczę dzieci dobrych manierpokażę dzieciom, jak się buduje silne relacje w rodziniepowstanie dobry, przyjemny rytuał rodzinnybędziemy częściej po prostu się dostrzegać, zamiast żyć obok siebieDla mnie taka wizja zysków brzmi o wiele lepiej niż po prostu tworzenie pełnej ochów i achów wizji idealnej. Poza tym świadomość zysków i strat może mocno motywować do zmian tu i chcesz pobrać arkusz Co tracę dziś? Co zyskam jutro? znajdziesz go poniżej: 3. Stwórz plan małych że chcemy wszystkiego na raz. Ja przynajmniej czasem bym chciała machnąć czarodziejską różdżką i dostać wszystko w jednym momencie. Na szczęście wcale nie musimy wszystkiego zmieniać od razu – można zacząć od drobnych ulepszeń, które fenomenalnie działają. Magia małych kroków sprawia, że zmiany są trwałe – wbudowują się w naszą osobowość, styl życia i sposób działania. Im więcej małych kroczków zrobisz, tym masz pomysł na to, czego potrzebujesz i pragniesz, wiesz, co zyskujesz i tracisz, zastanów się nad tym, w jaki sposób możesz wprowadzać te pomysły do rzeczywistego życia. Oto mini-instrukcja:nastaw się na naprawdę małe kroczki – jeśli chcesz być wysportowany, pomyśl, od czego warto zacząć. Opcji jest mnóstwo: szalony taniec do kilku szybkich utworów, spacer zamiast wygodnej przejażdżki samochodem, seria przysiadów przed snem? Wkręć się w proste, dodatkowe czynności, a z czasem zwiększaj częstotliwość i intensywność od siebie to, czego nie chcesz. Krok po kroku. – walka z nałogami czy niefajnymi przyzwyczajeniami może być bardzo frustrująca. Podejdź do nich racjonalnie – po prostu powoli, krok po kroku je ograniczaj. Dziś sukcesem może być wypicie nieposłodzonej kawy, jutro powiedzenie nie! kolejnej porcji ciasta. Za rok możesz w ogóle nie jeść Nastaw się nie jest czymś, co ma Cię zmiażdżyć i zabrać chęć życia. To coś inspirującego przecież – zaczynasz na nowo, ulepszasz swoje życie, udoskonalasz siebie. Robisz dla siebie i dla świata same dobre rzeczy! Ciesz się tym, że podejmujesz działania i myśl pozytywnie o sobie i zmianach. Jeśli dzisiaj poległeś, powiedz sobie trudno i dołóż wszelkich starań, aby jutro coś ulepszyć. Pamiętaj o tym, że gdyby to wszystko było łatwe, nie nazywalibyśmy tego zmianą. [Tweet „Nie chodzi o to, aby biczować się niedociągnięciami, ale aby codziennie dbać o lepsze życie.”]Posłuchaj podcastuKochani, zapraszam Was serdecznie do udziału w najnowszym e-kursie Trening Szczęścia, który startuje już 16 października. Jak zwykle mam dla Was wypełnioną inspiracjami i interesującą wiedzą psychologiczną zadbać o swoje szczęście w czasie kryzysu? Czy jest możliwe budowanie szczęścia wtedy, gdy jest źle?Jak nauczyć się wybaczać i jak pożegnać się z przeszłością? Zamykanie pewnych rozdziałów w życiu to coś, co może wpłynąć na poczucie szczęścia. Jak wzmacniać swoją odporność psychiczną? Popracujemy nad zdolnością do radzenia sobie z przeciwnościami losu, spokojem wewnętrznym i gotowością do zmiany.
. 738 112 406 493 534 28 467 161
chce sie zmienic na lepsze